piątek, 17 lipca 2015

Prolog

                Merlin podrapał się po krzaczastej brodzie i ponownie spojrzał na zegar. Doskonale wiedział, że w niektórych kręgach towarzyskich spóźnianie się jest  w dobrym tonie, ale tym razem Wielka Czwórka przesadziła! Tak samo jak Morgana! Jeśli nie przyjdą za minutę to sam zacznie oglądać przedstawienie! Jednakże tak się nad tym napracował.. Znalazł 6 osób, teoretycznie do siebie nie pasujących, ale co innego w praktyce! Bezlitośnie skomplikował im życie, zadając przy tym bólu od groma i ciut, ciut (co dziwne nie miał wyrzutów sumienia) by resztę życia ułożyć im bez wojen, krwi i łez. Najpierw jednak musiał ich sparować, połączyć miłością. Miłością tak silną, że zdolną niszczyć lub ratować światy. Przed nim nie lada wyzwanie...
                     Nagle usłyszał pukanie do drzwi. Wstał z wygodnego fotela i  niczym Snape, powiewając  szatą, otworzył je z rozmachem. W progu ze skruszonymi minami stały trzy kobiety, a za nimi dwaj mężczyźni.
-Przepraszamy Merlinie.- odezwała się pulchna, rudowłosa Helga Hupplepuff.
-Tak. Musieliśmy czekać na Godryka, bo znów zapomniał gdzie wsadził różdżkę.- zaśmiała się piękna Rowena z atramentowoczarnymi włosami i bursztynowymi oczami. Przez jej szkocki akcent, Merlin musiał wytężać słuch, by cokolwiek zrozumieć.
-Nic nowego, prawda!- szatynka z niebiańsko błękitnymi oczami parsknęła głośnym śmiechem. Morgana le Fay zawsze była najbardziej chichotliwą osóbką w ich towarzystwie.
-Oczywiście, że nie- przytaknął jej Salazar wysoki, smukły czarodziej z bladoszarymi oczami i zwrócił do brodacza- Merlinie, powinieneś się cieszyć, że on w ogóle ją znalazł!
-To nie jest zabawne!- oburzył się zielonooki mężczyzna z kasztanowymi, długimi włosami. Helga, Rowena, Morgana i Salazar wybuchnęli śmiechem.
-Jak dzieci, moi drodzy! Jak dzieci!- Merlin pokręcił głową z niedowierzaniem i wpuścił ich do środka. Morgana sprężystym krokiem podeszła do kanapy i ułożyła się na niej. Miejsce obok niej zajął Salazar, kładąc głowę ukochanej na swoim ramieniu. Rowena usiadła obok pary, a Helga, Godryk i Merlin usiedli na fotelach.
-Merlinie...- zaczęła le Fay, ale czarodziej uciszył ją jednym spojrzeniem.
-Zamilcz Morgano- skarcił ją z dobrotliwym uśmiechem. Kobieta prychnęła obrażona, ale nic nie powiedziała. -Zapewne zastanawiacie się, po co was d siebie zaprosiłem. Otóż, moi ukochani przyjaciele chodzi o miłość. Miłość w waszym Hogwarcie!- przesunął znaczącym spojrzeniem po Założycielach.-
-Merlinie, coś ty znowu wykombinował? Nie mów, że wskrzesiłeś Artura i wmówiłeś mu, że Hogwart to Camelot, a on planuje odwet w celu odbicia swojego zamku! Bo jak 300 lat temu to zrobiłeś to myślałam, że wskrzesze Lancelota i zrobimy małe pobojowisko...- oznajmiła Morgana.
-Nic, kochana Morgano! A twojego brata wskrzeszę dopiero za 670 lat. Tak mu obiecałem, pamiętasz? Byłaś gwarantem, tak jak Pani Jeziora. Ale wracając do tematu, zapraszam was na przedstawienie!
Mówiąc to wziął garść lawendowego proszku w dłoń i sypnął w buchający w kominku ogień. Płomień buchnął gwałtownie, a w nim ukazała się zamyślona twarz pięknej dziewczyny.


 Rowena Ravenclawe
 
Helga Hupplepuff 

Morgana le Fay 


Godryk Gryffindor 

 Salazar Slytherin
 
Merlin